Czy naprawdę potrzebujesz kolejnych studiów podyplomowych?

Nauka i samokształcenie
Poprzedni wpis
Doradca zawodowy dla młodzieży – czy warto skorzystać przed wyborem szkoły lub studiów?

Czy naprawdę potrzebujesz kolejnych studiów podyplomowych? O rozwoju, który czasem staje się ucieczką

Mam wrażenie, że kiedy ludziom zaczyna być trudno zawodowo, kiedy utkną w pracy, przestają czuć satysfakcję albo zwyczajnie nie wiedzą, co dalej zrobić ze swoją karierą, bardzo często sięgają po rozwiązanie, które wydaje się najbardziej rozsądne, bezpieczne i społecznie akceptowane.

„Pójdę na studia podyplomowe.”

„Zrobię kolejny kurs.”

„Zdobędę jeszcze jeden certyfikat.”

I żeby była jasność – nie ma nic złego w uczeniu się. Wręcz przeciwnie. Sama uwielbiam się uczyć. W moim Gallupie talent Uczenie się znajduje się wysoko i doskonale rozumiem tę przyjemność płynącą z poznawania nowych rzeczy. Lubię książki, szkolenia, nowe narzędzia, nowe koncepcje. Rozwój zawodowy od zawsze był dla mnie czymś naturalnym.

Ale przez lata pracy z klientami zaczęłam zauważać pewien powtarzający się schemat.

Coraz częściej trafiają do mnie osoby, które mają już za sobą imponującą liczbę kursów, szkoleń i certyfikatów. Czasami są to dwie podyplomówki, czasami trzy. Bywają osoby, które regularnie inwestują w swój rozwój od wielu lat. Kiedy jednak zaczynamy rozmawiać o ich sytuacji zawodowej, okazuje się, że mimo całej tej wiedzy nadal stoją dokładnie w tym samym miejscu.

Nie lubią swojej pracy.

Nie wiedzą, w jakim kierunku chcą iść.

Nie otrzymują zaproszeń na rozmowy.

Nie mają pomysłu na zmianę.

I wtedy zadaję pytanie, które czasami okazuje się trudniejsze niż wszystkie egzaminy na studiach.

„Co konkretnie ma Ci dać ta podyplomówka?”

„W jaki sposób ten certyfikat przybliży Cię do celu?”

„Skąd wiesz, że właśnie tego oczekuje rynek?”

I bardzo często zapada cisza.

Nie dlatego, że ktoś nie ma odpowiedzi. Bardziej dlatego, że nigdy wcześniej nie zatrzymał się, żeby sobie te pytania zadać.

Historia o włosach, która wraca do mnie do dziś

Pamiętam taki moment w swoim życiu, kiedy sama kompletnie nie wiedziałam, co zrobić dalej.

Nie chodziło nawet o konkretną decyzję zawodową. Bardziej o takie poczucie chaosu, zagubienia i ogromnej potrzeby zmiany. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie potrafiłam jeszcze nazwać, co dokładnie.

I pamiętam, że pierwsza myśl, która pojawiła mi się wtedy w głowie, była całkowicie absurdalna.

Postanowiłam obciąć włosy.

Nie trochę.

Radykalnie.

Z bardzo długich na bardzo krótkie.

W mojej głowie miała to być wielka zmiana. Symbol nowego początku. Coś, co sprawi, że poczuję się inaczej.

Dzisiaj śmieję się z tego pomysłu, ale jednocześnie widzę, że zawodowo często działamy bardzo podobnie.

Kiedy odczuwamy dyskomfort, frustrację albo niepewność, desperacko szukamy czegoś, co da nam poczucie kontroli nad sytuacją. Chcemy mieć wrażenie, że działamy, że robimy krok do przodu, że nie stoimy bezczynnie.

I czasami właśnie taką rolę pełni kolejny kurs albo kolejna podyplomówka.

Nie dlatego, że jest potrzebna.

Dlatego, że daje ulgę.

Bo łatwiej zapisać się na studia niż odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcę od swojej kariery.

Łatwiej zdobyć kolejny certyfikat niż wysłać CV do firmy, która naprawdę nas interesuje.

Łatwiej siedzieć wieczorami na zajęciach niż skonfrontować się z faktem, że być może problem nie leży w wiedzy, ale w braku strategii, odwagi albo pomysłu na siebie.

Czy studia podyplomowe mają sens?

Oczywiście, że mają.

Są zawody, do których bez dodatkowych kwalifikacji po prostu nie da się wejść. Są sytuacje, w których konkretna wiedza rzeczywiście otwiera nowe możliwości zawodowe. Są też osoby, które dzięki dobrze dobranym studiom wykonały ogromny krok do przodu.

Problem pojawia się wtedy, gdy traktujemy edukację jak uniwersalny lek na każdą zawodową frustrację.

Bo bardzo często zanim wydamy kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, warto zrobić coś znacznie prostszego.

Przejrzeć oferty pracy.

Porozmawiać z ludźmi z branży.

Wysłać kilka aplikacji.

Pójść na rozmowę rekrutacyjną.

Sprawdzić, gdzie naprawdę pojawia się problem.

Bywa, że po takiej analizie okazuje się, że rynek wcale nie oczekuje kolejnego dyplomu. Oczekuje doświadczenia, lepiej przygotowanego CV, mocniejszego LinkedIna albo umiejętności opowiedzenia o swoich osiągnięciach.

Zanim zapiszesz się na kolejny kurs

Dlatego zawsze zachęcam swoich klientów do zatrzymania się na chwilę i zadania sobie kilku prostych pytań.

Po co chcę to zrobić?

Do czego ma mnie to doprowadzić?

Jak będę mierzyć efekt tej inwestycji?

Czy rynek rzeczywiście tego oczekuje?

I chyba najważniejsze:

Czy naprawdę potrzebuję tej podyplomówki, czy próbuję kupić sobie poczucie bezpieczeństwa?

To nie są łatwe pytania.

Ale bardzo często odpowiedzi na nie są znacznie cenniejsze niż kolejny certyfikat wiszący na ścianie.

Potrzebujesz spojrzeć na swoją sytuację z boku?

Jeżeli jesteś właśnie na etapie podejmowania decyzji o kolejnych studiach, kursie lub zmianie zawodowej i nie masz pewności, czy idziesz w dobrym kierunku, zapraszam Cię na bezpłatne 30-minutowe spotkanie.

Czasami jedna dobra rozmowa potrafi dać więcej niż kilka miesięcy szukania odpowiedzi na własną rękę.

Umów spotkanie:

https://calendly.com/agnieszka_miliszkiewicz_pajdzinska/nowa-kariera-35-_-spotkanie-zapoznawcze

Dodaj komentarz

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole

Administratorem Twoich danych osobowych jest Coaching i rekrutacja Agnieszka Miliszkiewicz-Pajdzińska z siedzibą przy ul. Mehoffera 23/16, Warszawa 03-131. Podanie danych osobowych jest dobrowolne i możliwe do wycofania. Więcej informacji na temat procesu przetwarzania danych osobowych oraz przysługujących Ci praw uzyskasz w Polityce prywatności.