Wąskie gardła w nauce języków – czy to tylko ja tak mam?
Jak pewnie wiecie, jestem ogromnym fanem nauki języków. Serio, naprawdę to lubię. Obecnie uczę się francuskiego, a od czasu do czasu wracam też do rosyjskiego – tak, żeby nie zapomnieć. Mam lekcje rosyjskiego raz w miesiącu, a francuskiego dwa razy w tygodniu.
Początki nauki każdego języka są dla mnie absolutnie fantastyczne. Wszystko idzie szybko, progres jest ogromny – z etapu „nie wiem nic” przechodzę do „umiem coś powiedzieć o sobie”. Każde nowe słowo cieszy, każda krótka rozmowa z nauczycielem dodaje skrzydeł. Widać, że się dzieje. Że to działa.
Ale… po pewnym czasie coś się zmienia.
U mnie to zwykle po około dwóch, trzech latach. Postęp nagle jakby zwalnia. Niby dalej się uczę, ale nie widzę już tak spektakularnych efektów. A co gorsza – zaczynam zauważać, ile jeszcze nie wiem. Szczególnie kiedy wyjeżdżam za granicę i próbuję używać języka w codziennych sytuacjach. I tu często przychodzi frustracja. W moim przypadku – można wręcz powiedzieć: uwstecznienie. Przestaje mi się chcieć. Motywacja spada, bo widzę, jak długa droga jeszcze przede mną.
Z tego co wiem – i tu już trochę poszperałam – to zjawisko jest całkowicie normalne. W literaturze naukowej mówi się o plateau effect – czyli efekcie „wypłaszczenia”, stagnacji. Badania (np. Richards & Schmidt, 2002; Suzuki, 2017) pokazują, że po fazie szybkiego postępu – zwłaszcza na poziomie A1–B1 – następuje naturalne spowolnienie. Mózg nie przyswaja już nowych struktur tak szybko, a zakres materiału staje się bardziej skomplikowany i mniej spektakularny. Nie uczymy się już „nowych słów codziennych”, tylko niuansów, wyjątków, stylów wypowiedzi. Efekt? Subiektywnie czujemy, że stoimy w miejscu – nawet jeśli realnie się rozwijamy.
W przypadku rosyjskiego – po około 2,5 roku nauki – dokładnie to mnie dopadło. I wtedy podjęłam decyzję: zmieniam metodę nauki. I zmieniłam nauczyciela. Zaczęłam skupiać się na konwersacjach i na tym, co mnie naprawdę interesuje. Odrzuciłam tematy, które były dla mnie zupełnie zbędne – np. gotowanie, zakupy czy nazwy kolorów. Zamiast tego – sesje coachingowe po rosyjsku. Coś, co mnie kręci i co naprawdę chcę umieć. I to zadziałało. Przyszła nowa fala motywacji.
Dziś jestem na bardzo podobnym etapie z francuskim. Widzę to „wąskie gardło”. Szukam nowego nauczyciela, który pomoże mi ten język „przewentylować”. I żeby trochę się zmotywować – zaplanowałam sobie krótką wycieczkę do Francji. Taki mały prezent za wysiłek 😊
No i teraz pytanie do Was:
👉 Czy też macie takie momenty „wypłaszczenia” w nauce języka?
👉 Po jakim czasie Wam to zwykle przychodzi?
👉 Co wtedy robicie? Zmieniacie metodę? Nauczyciela? Robicie przerwę?
Będę bardzo wdzięczna za Wasze refleksje – dzielmy się doświadczeniami, może komuś pomożemy wyjść z tego językowego dołka szybciej 💬
Zapisz się do newslettera już dziś i odbierz PREZENT🎁 .
➡️ LINK
https://coachingirekrutacja.pl/newsletter/
O autorze
Agnieszka Miliszkiewicz-Pajdzińska – coach kariery, trener i autorka książki „Sposób na karierę” oraz „Własna firma po 40-tce”. Od 20 lat wspiera ludzi w rozwoju zawodowym, zmianie ścieżki kariery i budowaniu biznesu w oparciu o talenty Gallupa.



Administratorem Twoich danych osobowych jest Coaching i rekrutacja Agnieszka Miliszkiewicz-Pajdzińska z siedzibą przy ul. Mehoffera 23/16, Warszawa 03-131. Podanie danych osobowych jest dobrowolne i możliwe do wycofania. Więcej informacji na temat procesu przetwarzania danych osobowych oraz przysługujących Ci praw uzyskasz w Polityce prywatności.