Nauka i samokształcenie

HFA czyli alkoholik z „klasą”

Poprzedni wpis
START STOP CONTINUE
Następny wpis
Wiara w siebie

HFA (High Functioning Alcoholics) czyli tzw. wysokofunkcjonujący alkoholik z „klasą” 

O kim mowa?

O świetnie zarabiających, eleganckich, pachnących ludziach na dobrych posadach. Jednym słowem naszych kolegach i koleżankach (nas samych?) co do których nigdy byś nie podejrzewał, że regularnie piją. Zawsze spoko ubrani, może nawet wysportowani, pracownicy biur, lekarze, biznesmeni, wysokiej klasy specjaliści… Wyglądają dobrze (do czasu) bo stać ich na kosmetyki, kosmetyczkę, masażystę czy cud diety.

W Polsce nie ma wielu badań o „eleganckim” piciu HFA. W 2011 roku Wyższa Szkoła Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie wzięła na warsztat 13 banków i 21 koncernów w stolicy oraz dużych miastach. Wyszło że wśród pracowników korporacji 18 % pije alkohol codziennie, a 40 % kilka razy w tygodniu (tak bo to już dużo!).

Kilka lat temu, przed pandemią, moja koleżanka pracowała na „Mordorze” w Warszawie (miejsce na ul. Domaniewskiej z ogromną ilością biur). Produktem najlepiej sprzedającym się w tamtejszych małych sieciówkach (nazwy firmy nie wymienię) nie były wcale kanapki czy wyciskane soki ale  małpki kupowane w przerwie na lunch…

Sygnały alarmowe dla HFA

Zaprzeczanie samemu sobie i otoczeniu – ok może i dużo piję, ale na pewno nie wyglądam jak menel. Sorry, ubieram się, zarabiam, wstaje rano. Alkoholikiem nie jestem.

Jak będę chciał to mogę przestać – i faktycznie HFA może nie pić kilka miesięcy… i potem znowu, jak bumerang.

Dwie twarze – w biurze jestem pracownikiem roku (bo praca to mój żywioł, robię co trzeba, jestem specjalistą, kocham swoją robotę). Z domu natomiast uciekam, po pracy wszystko jest smutne i szare, gubię się, więc zaczynam pić. Pijany/pijana robię rzeczy których normalnie by człowiek nie zrobił włącznie z przygodnym seksem.

HFA lubi otaczać się osobami pijącymi – chodzi do miejsc gdzie się pije, gdzie są okazję, gdzie inni piją. Na tle takiego towarzystwa lepiej się wygląda. No przecież wszyscy piją. Zawsze jest jakiś powód który zalewa się dobrymi i drogimi trunkami. Wóda i tanie wina nie wchodzą w grę.

Aby alkoholik (i wszystko jedno co pijący denaturat czy koniak) wyzdrowiał musi tego chcieć. Do tego zmusić go może życie. Rodzina, która stawia ultimatum, albo utrata pracy, zdrowie… Coś co da potężnego kopa w tyłek.

Lekiem dla HFA są sesje terapeutyczne (UWAGA TYLKO płatne – takie zwykłe AA jest przecież dla „meneli”), oczywiście detoks, albo wszywki.

Na koniec o otoczeniu. Jeśli jesteśmy rodziną alkoholika to w żadnym razie nie wolno ukrywać choroby, łagodzić objawów (np. dzwoniąc do pracy, że mąż się źle czuje i dlatego nie przyjdzie), lekceważyć albo zadręczać siebie „to przeze mnie” lub usprawiedliwiać „jakbym miał taką robotę też bym pił”.

Rodzina, tak jak i sam alkoholik powinna szukać wsparcia jako „współuzależniony”.

Problem wydaje się dość daleki, jednak może być bardzo bliski tylko niewidoczny stąd postanowiłam nieco go naświetlić.

#AgnieszkaMP #kryzys #coaching #praca #biznes

Podziel się tym
Menu