Jak Pan od szamba święta nam uratował…

A było to tak: pomimo że mieszkam w dużym mieście, jakim jest Warszawa, na moje terytoria nie dotarły wszystkie udogodnienia wielkiego miasta –  na przykład kanalizacja. W związku z tym wszystkie nieczystości musimy schludnie gromadzić w szambie. Co kilka tygodni prosimy kogoś o jego wywóz za ciężkie pieniądze (260 zł jednorazowo).

Każdy, kto mieszka na Białołęce (dzielnica Warszawy), do tego faktu już się przyzwyczaił. Niestety, szamba pomimo że zrobione z grubej, betonowej ściany, także swój kres żywota mają. Oznacza to, że po kilku, kilkunastu latach zaczynają się rozszczelniać. Wie to tylko ten, kto przeczytał o tym książkę albo dowiedział się od znajomych. Ja nie wiedziałam, i dlatego zaczęłam się bardzo dziwić, kiedy ostatnio szambo zaczęło przybierać  1 m sześcienny „płynów” na dobę.

Dodam, że cała moja rodzina bardzo wodę oszczędza, właśnie ze względu na fakt drogiego wywozu. Ponieważ zbliżają się święta, postanowiliśmy, że jednak przyjrzymy się temu nabieraniu bliżej. Po wykonaniu kilku telefonów okazało się, że jest taka osoba – tak zwany Pan od szamba, który wchodzi do niego i ogląda, co jest w środku.

Pan przyjechał i po kilku godzinach oględzin oraz pracy powiedział, że szambo mamy dziurawe jak sito. Znalazł siedem dużych dziur, które zaklajstrował. Cała praca trwała około 6-7 godzin. Pan skasował 2200 zł. Zrobił nam zdjęcia przed i po.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że osoba, która zajmowała się uszczelnianiem, lubi tę robotę. Widać to było po tym, z jaką pasją o niej opowiadał. Rozmawialiśmy o technikach, o tym jak co i ile schnie, o tym dlaczego robią się dziury. O tym, jak ludzie szamba użytkują, a jak powinni. Bardzo dawno nie widziałam kogoś, kto z tak dużą pasją opowiada o swojej pracy.

Myślę, że to jest też dobry moment w moim artykule, aby zwrócić uwagę i nigdy nie lekceważyć zawodów tak potrzebnych, bez których nie da się normalnie funkcjonować. Boleśnie obnażył nam to COVID.

Panie salowe, osoby zajmujące się oczyszczaniem miasta, piekarze, ratownicy medyczni. I choćby tak jak u mnie, osoby wywożące szambo albo osoby, które je naprawiają. Tak dodam, tylko, że Pan od naprawiania szamb na brak klientów nie narzeka. Mówi , że nie nadąża z zamówieniami…

Tak, te święta zdecydowanie uratował nam Pan od szamba, i za to jestem mu bardzo wdzięczna. Podziwiam jego pracę, bo przecież nie jest łatwa. I nie chodzi tutaj o sam zapach, ale o to, że przez kilka godzin jesteś zamkniętym w małym sześcianie. Można nabawić się klaustrofobii, a jeżeli ktoś już ją ma, to na pewno do takiego szamba nie zejdzie.

Opowieść może mało wigilijna, jednak bardzo chciałam się nią podzielić.

Kariery można mieć różne, i jak widać, w każdej można odnaleźć siebie.

 

Podziel się tym