Wieczne czekanie na zielone światło

Coaching, Doradztwo rekrutacyjne
Poprzedni wpis
Zwolnienie po 10, 15 lub 20 latach pracy – jak odnaleźć się na rynku pracy?

Wieczne czekanie na zielone światło

Bardzo często w życiu czekamy na „dobry moment”.

Na dobry moment, żeby zdecydować się na dziecko. Na dobry moment, żeby pojechać na wakacje. Na dobry moment, żeby porozmawiać z kimś o czymś ważnym, co nosimy w sobie od miesięcy. Na dobry moment, żeby powiedzieć „dość”. Na dobry moment, żeby zacząć coś swojego.

I dokładnie tak samo jest z pracą.

Klienci przychodzą do mnie i mówią: „Agnieszka, ja wiem, że chcę zmienić pracę, ale teraz to chyba nie jest dobry moment”. Albo: „Może za pół roku”. Albo: „Jak się uspokoi rynek”. Albo: „Jak dzieci będą starsze”. Albo: „Jak będę mieć większą poduszkę finansową”. Albo klasyk: „Jak będzie stabilniej”.

No właśnie. Tylko kiedy ostatnio było naprawdę stabilnie?

Najpierw pandemia. Potem wojna. Potem inflacja. Potem wzrost cen. Potem niepewny rynek pracy. Potem zwolnienia w jednej branży. Potem sztuczna inteligencja. Potem trudniejsza sytuacja gospodarcza. Potem zdrowie. Potem rodzina. Potem kredyt. Potem jeszcze coś.

Zawsze coś jest.

I dlatego, jeśli czekasz na idealny moment na zmianę pracy, to mam dla Ciebie złą i dobrą wiadomość jednocześnie: on najprawdopodobniej nigdy nie nadejdzie.

Zła wiadomość jest taka, że świat nie zatrzyma się specjalnie dla Ciebie, żebyś mógł lub mogła spokojnie podjąć decyzję zawodową. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie potrzebujesz idealnego momentu. Potrzebujesz strategii, świadomości i pierwszego działania.

Bo czekanie, aż wszystko dookoła będzie spokojne, przewidywalne i bezpieczne, jest iluzją.

Dwa pytania, które rozbrajają Twoje „excuses”

Kiedy słyszę od klienta: „To nie jest dobry moment na zmianę pracy”, nie zaczynam go od razu przekonywać, że ma działać. Nie mówię: „No co ty, dasz radę, nie przesadzaj”. To byłoby za proste i w sumie mało pomocne.

Zadaję dwa pytania.

Pierwsze brzmi: jaka jest Twoja definicja idealnego momentu?

I wtedy bardzo często zapada cisza.

Bo człowiek mówi: „To nie jest dobry moment”, ale kiedy pytam, jaki moment byłby idealny, nagle okazuje się, że żeby taki moment nastąpił, musiałoby się wydarzyć kilkanaście rzeczy jednocześnie.

Musiałbyś być w świetnym zdrowiu. Musiałabyś mieć ogromne zabezpieczenie finansowe. Na świecie musiałby panować względny spokój. Partner albo partnerka musieliby być absolutnie wspierający i bez lęku. Dzieci musiałyby być już na tyle duże, żeby nie wymagały tyle uwagi. Rynek pracy musiałby być stabilny. Twoja branża musiałaby rosnąć. Inflacja musiałaby spaść. Kredyt najlepiej już spłacony. Rodzice zdrowi. Szef wyrozumiały. A Ty wypoczęty, pewny siebie i gotowy.

No pięknie. Tylko pytanie: czy taki moment w ogóle ma prawo nastąpić?

I jeśli tak, to kiedy? W sześćdziesiątym roku życia? W siedemdziesiątym? Na emeryturze? A może nigdy?

To pytanie bardzo często pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak idealny czas. Jest po prostu za dużo zmiennych. Życie jest za bardzo życiem, żeby wszystko ułożyło się idealnie pod naszą decyzję zawodową.

Drugie pytanie, które zadaję, brzmi: czy to przypadkiem nie jest bezpieczna wymówka?

Albo, jak czasem mówię bardziej po angielsku: czy to nie są Twoje „excuses”?

Bo zobacz. Jeśli mówisz: „Nie zmieniam pracy, bo rynek jest trudny”, to brzmi bardzo rozsądnie. Bardziej rozsądnie niż: „Nie zmieniam pracy, bo się boję”. A często prawda jest właśnie tam.

Boisz się, że się nie uda. Boisz się, że nowa praca będzie gorsza. Boisz się, że nie przejdziesz rekrutacji. Boisz się, że nie jesteś wystarczająco dobry. Boisz się, że trzeba będzie zacząć od nowa. Boisz się, że ktoś powie: „A nie mówiłem?”.

I to jest ludzkie. Naprawdę.

Nasz mózg nie przepada za ryzykiem. Woli znane bagno niż nieznany las. Nawet jeśli w tym bagnie jest nam zimno, ciasno i śmierdzi, to przynajmniej wiemy, gdzie stoi kamień, na którym można oprzeć nogę.

Zmiana pracy oznacza niepewność. A niepewność dla mózgu oznacza potencjalne zagrożenie. Dlatego zaczynamy racjonalizować: „Jeszcze nie teraz”, „może poczekam”, „rynek jest trudny”, „muszę się jeszcze przygotować”, „najpierw zrobię kurs”, „najpierw poprawię LinkedIna”, „najpierw zobaczę, co będzie po wakacjach”.

Tylko że często mijają wakacje, potem święta, potem nowy rok, potem kolejny kryzys. I nadal jesteśmy w tym samym miejscu.

Rynek pracy w kryzysie? Prawda kontra straszenie

Żeby było jasne: ja nie mówię, że sytuacja na rynku pracy nie ma znaczenia. Ma. Oczywiście, że ma.

Niektóre branże mają trudniej. W niektórych firmach są redukcje. W innych automatyzacja zmienia zakres obowiązków. W jeszcze innych sztuczna inteligencja zaczyna realnie wpływać na stanowiska. Część osób naprawdę musi mocniej powalczyć o nową pracę niż kilka lat temu.

Ale to nie znaczy, że rynek umarł.

Ludzie nadal zmieniają pracę. Nadal awansują. Nadal przebranżawiają się. Nadal zakładają firmy. Nadal inwestują w siebie. Nadal szukają nowych możliwości.

Tylko robią to bardziej świadomie.

W trudniejszych momentach nie wygrywa przypadkowe machanie CV na wszystkie strony. Wygrywa strategia. Wygrywa dobre przygotowanie. Wygrywa wiedza, w czym jestem mocny, gdzie chcę iść, jak komunikuję swoje doświadczenie i do jakiej firmy naprawdę pasuję.

Klienci często mówią mi: „Ale teraz jest trudno”. Tak, czasem jest trudno. Ale trudny rynek nie oznacza, że masz nic nie robić. Trudny rynek oznacza, że nie warto robić chaotycznych ruchów.

To trochę jak z pogodą. Jeśli pada deszcz, to nie znaczy, że masz całe życie siedzieć w domu. To znaczy, że bierzesz parasol, zakładasz odpowiednie buty i idziesz trochę ostrożniej.

Podobnie jest ze zmianą pracy. Nie chodzi o to, żeby rzucać wypowiedzenie w emocjach, bez planu, bez pieniędzy i bez przygotowania. Chodzi o to, żeby przestać czekać na idealny moment i zacząć budować swoją pozycję krok po kroku.

Motywacja nie przyjdzie z kanapy

Bardzo często słyszę od klientów zdanie: „Agnieszka, ja wiem, co chcę zrobić. Ja nawet wiem jak. Ale się boję”.

I to jest moment absolutnie kluczowy.

Bo wielu osobom wydaje się, że najpierw musi przyjść motywacja, a dopiero potem działanie. Że najpierw muszę poczuć się pewnie, a dopiero potem wyślę CV. Najpierw muszę mieć odwagę, a dopiero potem pójdę na rozmowę. Najpierw muszę mieć jasność, a dopiero potem zrobię pierwszy krok.

A bardzo często jest odwrotnie.

Motywacja przychodzi z działania.

Wiara w siebie przychodzi z działania.

Poczucie sprawczości przychodzi z działania.

Nie z myślenia o działaniu. Nie z analizowania przez kolejne trzy miesiące. Nie z robienia w głowie pięćdziesięciu scenariuszy, z których każdy kończy się katastrofą.

Tylko z małego ruchu.

Wysyłasz jedno CV. Odświeżasz profil na LinkedIn. Umawiasz jedną rozmowę z kimś z branży. Sprawdzasz trzy oferty pracy. Robisz listę swoich kompetencji. Piszesz do dawnego znajomego. Umawiasz konsultację z coachem kariery. Sprawdzasz raport płacowy. Zapisujesz, czego już nie chcesz w kolejnej pracy.

To mogą być małe rzeczy. Dla kogoś z boku wręcz śmiesznie małe. Ale dla Ciebie one mogą być ogromne, bo przełamują bezruch.

I właśnie przez takie małe działania zaczynasz udowadniać sobie, że jednak możesz. Że nie jesteś skazany na tkwienie w miejscu. Że potrafisz ruszyć, nawet jeśli się boisz.

A potem pojawia się kolejny krok. I kolejny.

To działa trochę jak kula śnieżna. Na początku pchasz ją z wysiłkiem. Jest mała, ciężka, wkurzająca. Ale po chwili zaczyna się toczyć. I nagle widzisz efekty. Ktoś odpisał. Ktoś zaprosił Cię na rozmowę. Ktoś powiedział, że Twoje doświadczenie jest ciekawe. Zobaczyłeś ofertę, która naprawdę Cię zainteresowała.

I wtedy mózg dostaje informację: „Okej, to nie jest takie niemożliwe”.

Nie masz wpływu na wszystko. Ale masz wpływ na więcej, niż myślisz

Jednym z najważniejszych elementów pracy nad zmianą zawodową jest oddzielenie tego, na co masz wpływ, od tego, na co wpływu nie masz.

Nie masz wpływu na inflację. Nie masz wpływu na decyzje polityków. Nie masz wpływu na to, czy za pół roku w Twojej branży pojawi się kolejny kryzys. Nie masz wpływu na to, czy jakaś firma zrobi redukcję. Nie masz wpływu na wszystkie decyzje pracodawców.

Ale masz wpływ na to, czy znasz swoje kompetencje.

Masz wpływ na to, czy potrafisz opowiedzieć o swoim doświadczeniu.

Masz wpływ na to, czy Twoje CV pokazuje Twoją wartość, czy tylko listę obowiązków.

Masz wpływ na to, czy Twój LinkedIn żyje, czy wygląda jak opuszczony profil z 2017 roku.

Masz wpływ na to, czy sprawdzasz rynek pracy, czy tylko słuchasz opowieści znajomych, że „wszędzie jest źle”.

Masz wpływ na to, czy rozwijasz swoje umiejętności.

Masz wpływ na to, czy robisz audyt kariery i wiesz, w którą stronę chcesz iść.

Masz wpływ na to, czy prosisz o pomoc.

I to jest Twoja tarcza.

Nie idealny moment. Nie magiczna stabilizacja świata. Nie to, że nagle wszystko stanie się bezpieczne i przewidywalne.

Twoją tarczą jest strategia.

Strategia kariery to nie jest wielki dokument w PowerPoincie na 78 slajdów. To odpowiedź na kilka bardzo konkretnych pytań: kim jestem zawodowo, co umiem, czego chcę, czego już nie chcę, gdzie mam największą wartość na rynku, komu mogę pomóc, czego muszę się douczyć i jaki będzie mój następny krok.

Jeśli to masz, łatwiej Ci działać nawet w niepewności.

Bo nie opierasz się wyłącznie na tym, czy świat jest spokojny. Opierasz się na swojej wewnętrznej strukturze.

„Ale ja jeszcze muszę się przygotować”

To zdanie też słyszę bardzo często.

I uwaga: czasami to jest prawda. Naprawdę trzeba się przygotować. Trzeba poprawić CV. Trzeba odświeżyć LinkedIna. Trzeba sprawdzić widełki wynagrodzeń. Trzeba zrobić testy, audyt kompetencji, zastanowić się nad wartościami, przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej.

Ale czasami „muszę się przygotować” oznacza: „boję się wyjść z ukrycia”.

I tu trzeba być ze sobą bardzo uczciwym.

Bo można przygotowywać się przez rok. Można wiecznie poprawiać CV. Można w nieskończoność czytać posty o rekrutacji. Można zapisać się na kolejny kurs, a potem kolejny i jeszcze jeden. Można ciągle mówić: „Jeszcze nie jestem gotowy”.

Tylko pytanie brzmi: po czym poznasz, że jesteś gotowy?

Bo jeśli Twoja odpowiedź brzmi: „Jak przestanę się bać”, to mam znowu złą wiadomość. Możesz się bać i działać jednocześnie.

Odwaga nie polega na tym, że nie ma strachu. Odwaga polega na tym, że strach jest, ale nie rządzi całym Twoim życiem.

Po co w tym wszystkim coach kariery?

Moja rola jako coacha kariery i doradcy zawodowego nie polega na tym, żeby Cię głaskać po głowie i mówić: „Będzie dobrze”.

Bo może będzie. Ale samo „będzie dobrze” niczego nie zmienia.

Moja rola polega na tym, żeby trzymać ramę procesu. Żeby pilnować działania. Żebyś nie wracał albo nie wracała co trzy tygodnie do punktu wyjścia. Żeby Twoje plany nie zostały tylko piękną rozmową przy kawie.

W pracy ze mną bardzo często zaczynamy od uporządkowania chaosu. Sprawdzamy, co naprawdę jest problemem. Czy chodzi o pracę, czy o szefa, czy o wypalenie, czy o brak rozwoju, czy o pieniądze, czy może o wartości, które już kompletnie nie zgadzają się z firmą.

Potem robimy audyt: kompetencje, mocne strony, doświadczenia, sukcesy, wartości, ograniczenia, rynek. Patrzymy, gdzie jesteś i gdzie realnie możesz iść.

A potem przechodzimy do działania.

Jeśli klient nie odrobi pracy domowej, co zdarza się naprawdę rzadko, nie robię afery i nie wystawiam pały. Pytam: „Co się wydarzyło?”. „Co to nam mówi?”. „Czy to jest opór?”. „Czy zadanie było za duże?”. „Czy może tak naprawdę nie chcesz iść w tym kierunku, tylko próbujesz zadowolić kogoś innego?”.

Bo brak działania też jest informacją.

Czasami pokazuje strach. Czasami brak energii. Czasami źle dobrany cel. Czasami konflikt wartości. Czasami to, że klient mówi, że chce zmiany, ale jeszcze nie jest gotowy ponieść jej kosztów.

I właśnie po to jest proces. Żeby tego nie zamiatać pod dywan, tylko zobaczyć, nazwać i przepracować.

Ja nie jestem od tego, żeby ciągnąć kogoś na siłę. Ale jestem od tego, żeby pomóc mu iść krok po kroku, jeśli naprawdę chce zmiany.

Nie czekaj na idealny moment. Zrób pierwszy mały krok

Jeśli czekasz na idealny moment na zmianę pracy, to możesz czekać bardzo długo.

Zawsze znajdzie się powód, żeby poczekać. Zawsze będzie jakaś niepewność. Zawsze będzie coś w gospodarce, w rodzinie, w zdrowiu, w firmie, w głowie.

Ale Twoje życie zawodowe dzieje się teraz.

Nie za pięć lat, kiedy wszystko się uspokoi. Nie kiedy rynek będzie idealny. Nie kiedy będziesz mieć stuprocentową pewność, że nowa droga się uda. Nie kiedy przestaniesz się bać.

Teraz.

Nie namawiam Cię do pochopnych decyzji. Nie namawiam Cię do rzucania pracy z dnia na dzień, bez planu i zabezpieczenia. Wręcz przeciwnie. Namawiam Cię do tego, żeby przestać mylić ostrożność z bezruchem.

Ostrożność to: sprawdzam rynek, liczę finanse, przygotowuję CV, rozmawiam z ludźmi, buduję strategię, robię pierwszy krok.

Bezruch to: czekam, aż kiedyś będzie łatwiej.

A może nie będzie.

Dlatego zadaj sobie dziś dwa pytania.

Po pierwsze: jaka jest moja definicja idealnego momentu?

Po drugie: czy ja naprawdę czekam na warunki, czy po prostu szukam excuses, żeby nie działać?

Jeśli odpowiedź trochę zaboli, to dobrze. To znaczy, że dotknęliśmy czegoś ważnego.

A potem zrób jeden mały krok. Nie dziesięć. Jeden.

Zapisz swoje kompetencje. Sprawdź trzy oferty pracy. Odezwij się do jednej osoby z branży. Popraw nagłówek na LinkedIn. Umów darmową konsultację. Porozmawiaj z kimś, kto pomoże Ci zobaczyć sytuację z boku.

Ryzykujesz tylko odrobinę komfortu.

A możesz odzyskać wpływ. I to jest dużo więcej niż czekanie na świat, który wreszcie będzie idealny.

Dodaj komentarz

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole

Administratorem Twoich danych osobowych jest Coaching i rekrutacja Agnieszka Miliszkiewicz-Pajdzińska z siedzibą przy ul. Mehoffera 23/16, Warszawa 03-131. Podanie danych osobowych jest dobrowolne i możliwe do wycofania. Więcej informacji na temat procesu przetwarzania danych osobowych oraz przysługujących Ci praw uzyskasz w Polityce prywatności.